Dolina Starorobociańska - Bystra - Błyszcz - Ornak (pętla)
To jedna z takich wycieczek, która wiedzie przez znane Ci już miejsca, a i tak potrafi Cię zaskoczyć i napisać zupełnie nowy scenariusz. Już świt na nowej zakopiance w Nowym Targu rozpostarł przede mną idealną panoramę Tatr od lewa do prawa dając nadzieję na udany trip. Sprawdzonym sposobem wystartowałem rowerem chwilę po 7 rano z parkingu w Dolinie Chochołowskiej (choć był to wtorek, to ludzi było już całkiem sporo - zapewne z powodu zapowiadanego okienka pogodowego na ten dzień). 30 minut później byłem już w Dolinie Starorobociańskiej rozpoczynając swoją przygodę z Bystrą - najwyższym szczytem Tatr Zachodnich. Rower idealnie sprawdza się w podjeździe do Doliny Starorobociańskiej (najpierw asfalt, potem trochę ziemi i kamieni, łagodny podjazd - wyprzedzasz piechurów jeden po drugim, jednocześnie rozgrzewając się przed pieszą wyprawą). Dalsza część trasy za Starorobociańską Doliną częściowo wiedzie już po wielkich "kocich łbach" i większym nachyleniu, co może być mocno wyczerpujące dla rowerzystów-amatorów. Po wyprzedzeniu większości piechurów w Dolinie Chochołowskiej praktycznie przez całą Dolinę Starorobociańską szedłem sam (wyprzedzając może 3 osoby), co dawało doskonałą perspektywę na zdobycie Bystrej w idealnych warunkach. Idealna temperatura jesienna, błękitne niebo, słoneczko i kilka chmur zalegających dookoła Starorobociańskiego Wierchu - to się musiało udać! Za połową Doliny Starorobociańskiej zaczęło mocniej dmuchać, co zwiastowało porządne podmuchy wiatru już wyżej od Siwej Przełęczy. I faktycznie. Od Siwej Przełęczy pogoda pokazywała swoją majestatyczną moc - wiało konkretnie. Chmury kręciły się wokół Starorobociańskiego Wierchu i Bystrej przy jednoczesnym pełnym słońcu od wschodu. To zapewniało epickie widoki, ale jednocześnie dylemat czy aby na pewno można bezpiecznie wejść na Bystrą i Błyszcz, którego wierzchołek pojawiał się i znikał za tańczącymi chmurami. Po szybkim namyśle na Siwej Przełęczy, do której dotarłem w 1:20h zdecydowałem o kontynuowaniu wycieczki. Od Siwego Zwornika towarzyszyły mi już bez przerwy mocne podmuchy wiatru dość mocno utrudniające swobodne poruszanie się. Nie mniej jednak największym przeciwnikiem okazały się chmury/mgły, które uderzały po twarzy zostawiając co chwile krople na czole i okularach uniemożliwiając kontynuowanie marszu bez ich przetarcia. Widoczność sięgała miejscami do kilkunastu metrów, co w rejonie Liliowych Turni dodawało pieprzyka do emocji. Wąska ścieżka na opadających stromo zboczach w lewo i prawo, z zasłoniętą całkowicie ekspozycją nie ułatwiała pracy wybujałej wyobraźni. Powyżej Banistej Przełęczy zaczęło się wychodzenie nad chmury i tego nie da się opisać inaczej naturalny zastrzyk nowej energii tuż przed zdobyciem szczytu, który pierwszy raz można zobaczyć tak naprawdę będąc dopiero na wysokości ok. 2125 m n.p.m. na niebieskim szlaku pod Błyszczem. Bystrą zdobyłem o godzinie 10:50 czyli w 3:10h od startu w Dolinie Starobociańskiej - tempo choć wyprzedzające, było nader "wyważone" w moim przypadku. Widok ze szczytu był zachwycający, ponieważ cała Słowacja tonęła w chmurach, które próbowały przelewać się na polską stronę przez Tatry. Majestatyczny i zachwycający widok w pełnym słońcu. Choć wiatr mocno dawał się we znaki, nie był on uciążliwy na tyle, żeby nie spędzić chwili na szczycie. Drogę powrotną (może nie powinienem tego pisać) rozpocząłem od zejścia ze szlaku, aby łagodnie opadającą szeroką granią dotrzeć na Błyszcz. Wydeptana ścieżka i słowaccy turyści wspinający się nią na Bystrą utwierdzili mnie w przekonaniu, że każdy z niej korzysta. Sam Błyszcz właściwie nie jest szczytem, nie ma na nim żadnej tablicy, więc właściwie orientujesz się, że już go minąłeś po dotarciu do znaczników z czerwonym szlakiem. Bardzo strome, składające się z kilkudziesięciu zakosów zejście mocno daje się we znaki. Nie mówiąc już o podejściu tym szlakiem. Tylko dla wytrwałych piechurów. Przy zejściu Liliowe Turnie pokazywały więcej niż w drodze w drugą stronę, ale chmury poruszały się coraz szybciej i miało się wrażenie, że próbują Cię zepchnąć na południe. Po dotarciu na Siwą Przełęcz szczyt Bystrej i Starobociańskiego Wierchu już na stałe został pożarty przez, jak się później okazało zjawisko zwane Wałem Fenowym, którego czoło pozostało co prawda za mną, ale czuło się jego "oddech" na plecach na Zadnim Ornaku. Krótki odpoczynek od wiatru pomiędzy Zadnim Ornakiem i Ornakiem, a później już bez przystanków powrót do Doliny Starorobociańskiej znanym mi już żółtym szlakiem przez Iwanicką Przełęcz. Całość marszruty zajęła mi 6:00h + 25 minut dojazd rowerem i 13 minut zjazd. Dobry czas. Dobra wyprawa!