Środek czerwcowego tygodnia. Mglisto pochmurny poranek, ale prognozy przewidywały pełne słońce w Tatrach Zachodnich. Ostatni parking przy Dolinie Chochołowskiej praktycznie pusty o 7:30. Rowerem w ok. 45 minut dostałem się pod Schronisko na Polanie Chochołowskiej. To duże ułatwienie, bo 7 km pieszo zajęłoby pewno blisko 2 godziny (w jedną stronę). Co prawda rower prowadziłem pod górkę na fragmencie z ogromnymi kocimi, ale i tak korzyści zaoszczędzonego czasu ogromne. Płuco i mięśnie czworogłowe rozgrzane do czerwoności po takim rowerku. Chwilka na odsapnięcie pod schroniskiem i w drogę żółtym szlakiem w kierunku Przełęczy Bobrowieckiej. Bobrowiecki Potok wzdłuż szlaku dawał się we znaki, ale dobre buty dały radę. Chmury i mgły wisiały nisko zasłaniając widok. Po około godzinie zdecydowanego marszu dotarłem na Grzesia, skąd przez moment można było cieszyć się widokiem. Chwilę później niebo ponownie zaszło gęstą mgłą i chmurami. Miejscami widoczność ograniczała się do kilkunastu metrów. Na Rakoniu niestety nic nie było widać. Dopiero przy rozejściu szlaków pod Wołowcem chmury rozstąpiły się jak na zawołanie, a widoki dodały nowej energii. Jest ona potrzebna na łatwym technicznie, ale wymagającym podejściu na Wołowiec. Dystans 600m i ok. 200 m w górę potrafi mocno rozruszać serce (biorąc pod uwagę już przebyty dystans i wysiłek w to włożony). Widoki ze szczytu Wołowca powodują, że praktycznie momentalnie zapominamy o zmęczeniu. Na szczycie jest dużo miejsca i "zakamarków" dzięki czemu nawet większa ilość turystów nie przeszkadza. Po 30 minutowym śniadaniu na szczycie, zejście tą samą trasą do rozejścia szlaków i dalej zielonym w dół Wyżni Doliny Chochołowskiej. Utrudnieniem było częściowo zalegający mokry i ciężki śnieg na szlaku (czerwiec!) - wymagana wzmożona ostrożność i oczywiście minimum dobre obuwie, choć zwykłe raczki załatwiły by sprawę. Powrót pod schronisko zajął mi ok. 1:30 h, a stamtąd na parking dostałem się rowerem w niecałe pół godziny rozkoszując się jazdą w dół (choć kamienie i "kocie łby" przez połowę trasy dają się we znaki).
Komentarze